i won't try to explain what i cannot understand
it's a bird it's a plane it's a one night stand
if i only we could ride far enough
i'd forget you altogether
it's a bluff
there is no way i could not remember
don't ask me what i came here for
it is too delicate for words
i used to want to make you talk
now i would rather you did not
i don't mind if you read while i'm coming
it's alright if you need the t.v.
to keep from noticing my mind going blank
what's the worst thing that could happen?
is my back all that bad?
strike the match and watch the doll come open
don't ask me what i want from you
it is not something you could purposely do
i used to want to make you mine
(...)
niedziela, 21 grudnia 2008
sobota, 22 listopada 2008
neurosis & jarboe - erase
It's like this
You make me laugh
You make my life easier
You diminish my pain
(Erase the traces of scar tissue across my brain
There all all these well-wishers, well, idiots keeping Score
and I would love to disapoint them)
You make me laugh
You make my life easier
You diminish my pain
(Erase the traces of scar tissue across my brain
There all all these well-wishers, well, idiots keeping Score
and I would love to disapoint them)
piątek, 21 listopada 2008
Sen
Idę nigdzie. Bez. Wróć.
"Nie wracaj".
Nigdzie nie znajdę tego, czego szukam, idę.
Wróć.
"Nie wracaj".
Byłem każdą komórką, każdym organem siebie, tworzyłem każdą swoją myśl.
Nie ma. Śnię. Nie ja tu rządzę.
Wszystko chce wrócić. To rozrywa. Boli.
"Nie wracaj".
"Nie wracaj".
Nigdzie nie znajdę tego, czego szukam, idę.
Wróć.
"Nie wracaj".
Byłem każdą komórką, każdym organem siebie, tworzyłem każdą swoją myśl.
Nie ma. Śnię. Nie ja tu rządzę.
Wszystko chce wrócić. To rozrywa. Boli.
"Nie wracaj".
czwartek, 20 listopada 2008
środa, 19 listopada 2008
.
"between you and me
it's hard to ever really know
who to trust
how to think
what to believe
between me and you
it's hard to ever really know
who to choose
how to feel
what to do"
it's hard to ever really know
who to trust
how to think
what to believe
between me and you
it's hard to ever really know
who to choose
how to feel
what to do"
.
To nie jest "ciągnięcie za sznurki", to raczej uświadomienie sobie za każdym razem, że jest o co walczyć i warto o to walczyć, nawet kiedy w 99% przypadków skazane jest to na niepowodzenie.
Niepoprawnie i paskudnie w pewnym sensie. Nie potrafię inaczej.
Niepoprawnie i paskudnie w pewnym sensie. Nie potrafię inaczej.
wtorek, 18 listopada 2008
.
Czas na swego rodzaju podsumowanie, w głowie i na "papierze", kilka rzeczy należałoby samemu sobie powiedzieć.
Jestem generalnie zadowolony ze swojego życia. Jestem dumny z siebie.
Staram się być dobrym człowiekiem. Nie życzę nikomu źle. Jeszcze nie wyrosłem ze swego rodzaju idealizmu. To jest najważniejsze.
Jestem w jakiejśtam materii szczęśliwy. Słowa, jakobym był stworzony do bycia samemu, dziwnym echem nadal dźwięczą w głowie. Rozpatrując to teraz bezemocjonalnie, coś w tym jest. Zawsze, wiążąc się z kimś, oddawałem wiele czasu, wiele sił. To normalne, możnaby powiedzieć, każdy tak robi. Interesuje mnie skutek tego, do jakiego to skutku ostatnio doszedłem. Będąc z kimś zawsze byłem w pewien sposób sfrustrowany. Bo sił i czasu nie starczyło mi dla siebie. Żeby myśleć. Żeby pobyć sam ze sobą, albo po prostu z ludźmi. Ta frustracja nie była wylewana jednym, prostym strumieniem, objawiała się w małych rzeczach, w małych słowach. I nie było wiadomo o co chodzi, a szkodziło to bardzo. Jeszcze wielu rzeczy o sobie nie wiem, ale rozgrzebuję to ciągle i czasem nawet napatoczy się coś ciekawego.
Jedno teraz wiem, nie chcę się z nikim wiązać. Nie dopóki nie uporządkuję wszystkiego.
To samo mówiłem kilka miesięcy temu, ale... co z tego. Będzie inaczej.
Wiem, co jest dla mnie ważne i tego staram się trzymać. Wszystkie rzeczy dookoła są dodatkami. Wiem, że nic nie dzieje się bez przyczyny i pierwszy raz nie oglądam się do tyłu, patrzę do przodu. To, co się podziało nie było przyjemne, było potrzebne. Jest czasem źle, ale suma sumarum, nie ma innej możliwości.
Samotność nie jest smutną towarzyszką, jedynie wymagającą i trudną. Ale to właśnie skłania do progresu. Mam nadzieję, że jakiś w końcu nastąpi. ;)
Jestem generalnie zadowolony ze swojego życia. Jestem dumny z siebie.
Staram się być dobrym człowiekiem. Nie życzę nikomu źle. Jeszcze nie wyrosłem ze swego rodzaju idealizmu. To jest najważniejsze.
Jestem w jakiejśtam materii szczęśliwy. Słowa, jakobym był stworzony do bycia samemu, dziwnym echem nadal dźwięczą w głowie. Rozpatrując to teraz bezemocjonalnie, coś w tym jest. Zawsze, wiążąc się z kimś, oddawałem wiele czasu, wiele sił. To normalne, możnaby powiedzieć, każdy tak robi. Interesuje mnie skutek tego, do jakiego to skutku ostatnio doszedłem. Będąc z kimś zawsze byłem w pewien sposób sfrustrowany. Bo sił i czasu nie starczyło mi dla siebie. Żeby myśleć. Żeby pobyć sam ze sobą, albo po prostu z ludźmi. Ta frustracja nie była wylewana jednym, prostym strumieniem, objawiała się w małych rzeczach, w małych słowach. I nie było wiadomo o co chodzi, a szkodziło to bardzo. Jeszcze wielu rzeczy o sobie nie wiem, ale rozgrzebuję to ciągle i czasem nawet napatoczy się coś ciekawego.
Jedno teraz wiem, nie chcę się z nikim wiązać. Nie dopóki nie uporządkuję wszystkiego.
To samo mówiłem kilka miesięcy temu, ale... co z tego. Będzie inaczej.
Wiem, co jest dla mnie ważne i tego staram się trzymać. Wszystkie rzeczy dookoła są dodatkami. Wiem, że nic nie dzieje się bez przyczyny i pierwszy raz nie oglądam się do tyłu, patrzę do przodu. To, co się podziało nie było przyjemne, było potrzebne. Jest czasem źle, ale suma sumarum, nie ma innej możliwości.
Samotność nie jest smutną towarzyszką, jedynie wymagającą i trudną. Ale to właśnie skłania do progresu. Mam nadzieję, że jakiś w końcu nastąpi. ;)
niedziela, 16 listopada 2008
...
To jest jakiś pierdolony rytuał, kiedy zbierasz te ciuchy, płyty, książki, każda po kolei przywołuje kilka chwil, wszystko wraca i kotłuje się w głowie. Takie opuszczanie kontrolowane, przewlekłe, dopierdalające. I ostateczny rozrachunek, kiedy już nic nie zostanie i uświadomisz sobie tą pustą przestrzeń, którą zapełniały przymioty teraz-już-dawnej znajomości.
Z jakiegoś tajemniczego powodu nie chciałem, żeby zostawiała u mnie swoje rzeczy. Teraz już wiem, dlaczego.
Z jakiegoś tajemniczego powodu nie chciałem, żeby zostawiała u mnie swoje rzeczy. Teraz już wiem, dlaczego.
.
Jestem wampirem emocjonalnym, przyznaję. Najgłębiej skrywane emocje, uczucia, myśli są najważniejsze, bo mówią prawdę. Ludzie skrywają prawdę. A ja... myślę, że chcę dobrze, do jakichkolwiek podłych metod bym się nie stosował.
Warto było. Warto było zobaczyć te oczy, prawdziwe oczy.
Będę je pamiętał, dziękuję.
I szczerze mam nadzieję, że to jak żyjesz, będzie dla Ciebie dobrym sposobem na życie. I że nie będziesz niczego żałować. Każdy musi iść swoją drogą.
Warto było. Warto było zobaczyć te oczy, prawdziwe oczy.
Będę je pamiętał, dziękuję.
I szczerze mam nadzieję, że to jak żyjesz, będzie dla Ciebie dobrym sposobem na życie. I że nie będziesz niczego żałować. Każdy musi iść swoją drogą.
piątek, 7 listopada 2008
Chaos
wtorek, 21 października 2008
cd
(...)
Kiedy jeszcze widziałeś linię ciągłą swojego życia, półprostą tego co się zaczęło, co się zdarzyło i co ma nadejść. Te wielkie, piękne chwile, które miały się rozkwitnąć każdego jutra, każdej przyszłej chwili. Wtedy byłeś jak to dziecko, które łapie motyle, łapie ćmy i koniki polne, a żadnego posiadać nie może, bo umierają w jego objęciach. Każda piękna chwila została zabita przez przyszłość, bo zajęty wyglądaniem w przód, nie zauważałeś jej. Szukałeś, tylko szukałeś, parłeś dalej, zupełnie ślepy. Niewidzący byłeś i teraz w oczach zwróconych w głąb czaszki widzisz więcej. Wypatrywać nawet nie musisz tych wszystkich nieprzeżytych wspomnień, tych chwil, gdy błądziłeś. Rozpościera się przed tobą ta opowieść o Twoim życiu, którą zaraz Ci przedstawię. I będzie to smutna opowieść.
Nie machaj tylko głową raz w jedną, raz w drugą stronę, jak wtedy, gdy raniąc, starałeś odgonić od siebie winę. Uważałeś, że to, czego nie pomyślisz, nie istnieje. Znam Cię lepiej niż Ty, nie zasłaniaj uszu. Przecież i tak mówię do Ciebie z wewnątrz, przechodzę przez krew, przez limfę, przez kwasy żołądkowe, przez wodę. Raniłeś ludzi przez swoją niewiedzę. Pamiętasz Twoją Pierwszą? Nie wiedziałeś, że Ona Cię kocha. Szukałeś tego, ale nieproporcjonalnie utwierdzałeś się w swojej niewiedzy, kiedy wystarczyło tylko poczuć. Ona rozumiała Cię, a Ty pozostawałeś w niezrozumieniu. Te spacery, te postacie na ścianach, te noce były dla Ciebie tylko mgłą. Ty jeszcze nie wiedziałeś, jak to jest. Oddać się komuś w całości duszy i ciała, zbyt mocno byłeś swój. Ona oddała Ci to wszystko i w swoim przepełnieniu widziałeś tylko Jej miłość, którą uważałeś za swoją. Twojej nie było. Nie wiedziałeś. Pamiętasz.
Przez niewiedzę to wszystko się działo, zawsze byłeś pomylony, bo nie wiedziałeś. A myślałeś, że wiesz. Zły punkt podparcia, konsekwentne wnioskowanie… no i mamy szaleńca. Tak, o Tobie mówię, szaleństwo wycieka z tej Twojej chatki, że można by je brać garściami. Starczyłoby na cały szpital psychiatryczny.
Uciekłeś od całego świata – i to samo w sobie jest dobre. Zostaliśmy tu sami. Ty i Ty. Ty i ja. Możemy spokojnie porozmawiać.
Co pamiętasz o swoich rodzicach? Nie mów, skul się spokojnie.
Ja powiem.
Twoi rodzice dali Ci w gruncie rzeczy nic. Dali Ci tą swoją opiekuńczą miłość, dali Ci troskę, dali Ci wyjście na świat i to całkiem dobre. Żadnej z tych rzeczy nie przyjąłeś. Żonglowałeś nimi, zamiast schować w kieszeni, zamiast wszyć skrupulatnie w podszewkę Twojego ulubionego płaszcza. A kiedy popełniłeś błąd, nagle te wszystkie rzeczy wysypały Ci się z rąk, jak to zazwyczaj bywa. Myślałeś, że możesz prowadzić te swoje gry. Gry w emocje, wszystko wykalkulowane do trzeciej cyfry po przecinku. Gry z Nimi. Kiedy nie mogłeś już więcej wyciągnąć, kiedy ich zasoby finansowe, zasoby uczuciowe były na wykończeniu – wykończone przez Ciebie, uciekłeś, zostawiając po sobie celowo znaki. Myślałeś, że pójdą za Tobą, odnajdą Cię i przyniosą należne zaległości na tacy. Nie zrobili tego. A Ty z głupiej dumy nie wróciłeś, nie wróciłeś ani razu, aż było za późno. Pamiętasz, jak sypałeś piach na grób matki, pamiętasz jak ojciec omal nie zabił Cię smutkiem bijącym z oczu. Nie zostałeś przy nim.
Pamiętasz? Ja pamiętam wszystko.
Myślałeś, że byłeś sprytny, gdy za czasów Twojego dzieciństwa zbierałeś pieniądze na cele charytatywne i kupowałeś sobie za to słodycze. . Nie nakryli Cię ani razu, ale Twoją największą karą było to, że nauczyłeś się tak robić. Weszło Ci w nawyk. Że można po prostu brać. Myślałeś, że anioły dają Ci to, co wyrywałeś siłą z czyichś rąk. Więc Twoje anioły karmiły Twoje demony, które już usunąłeś. Oprócz jednego.
Kiedy wyrywasz kwiaty bez opamiętania, z łąki robi się pustkowie. Na pustkowiu utknąłeś i na pustkowiu już nic nie wyrośnie. Zapomniałeś wszelkie miłości, wszelkie przyjaźnie, wszelkie słońca i królowe. Zapomniałeś wszystkie wielkie słowa.
Co do wielkich słów… Dlaczego znalazłeś się akurat tutaj? Pozwól, że Ci przypomnę.
Dzięki Twojej królowej. Trafiła kosa na kamień. Myślałeś, że ta kobieta spełni Twoje wszystkie marzenia, że będzie Twoim porankiem i wieczorem każdego dnia. Że da z siebie wszystko, że wypędzi z siebie swoich przeszłych kochanków, tak, byś miał Ją czystą. Że zerwie wszelkie więzy łączące Ją ze światem, będąc tylko przez Ciebie, dla Ciebie. Że będzie marionetką w Twoich rękach, tych, które teraz zawijają się, jedna wokół drugiej, palce jak węże. Nie kąsaj, mam Ci jeszcze wiele do powiedzenia. Zobaczyłeś, jaki jesteś mały, kiedy zabrała to wszystko od Ciebie. Wszelkie przedmioty, wszelkie bagaże, którymi się otaczałeś.
Twoje ego, nadmuchane do granic możliwości pękło jak balon. Ona była Twoją igłą, ja tak na Nią mówię, ale nazywaj jak chcesz. A Ty mówiłeś Jej słowa wielkie, wierzyłeś w nie. Była dla Ciebie perfekcyjna, do czasu, gdy okazała się do Ciebie tak podobna.
Przegrałeś, niestety. Oczy białe jak puste kartki. Kartki puste jak smutny koniec. Koniec smutny jak Ty teraz, kiedy to wszystko wraca do Ciebie.
Nie czuj się źle, jesteś wyróżniony. Jesteś wyjątkowy. Zazwyczaj to, co człowiek robi, nie wraca do Niego za życia. Wszelkie dobre i złe uczynki rozpatrywane są w przyszłych światach. Ale Ty masz okazję odpokutować tutaj, wyjść z pustym kontem, bez debetu. Dlatego słuchaj, słuchaj uważnie.
Tak, wiem. Całe zło popełniałeś nieświadomie. Ale to nic nie zmienia. Człowiek został obdarzony świadomością, szczyci się myśleniem, by później przyznawać się do ich braku?
Wszelka wina wykracza poza kwestie świadomości i nieświadomości. Jest to wina czysta. Siejesz i zbierasz plony. Siejesz nieświadomie, plony i tak wyrosną. Nie możesz się przed tym chować, nie możesz powoływać się na swoją głupotę. Nie jesteś głupi. Jesteś tylko zepsuty. Zasiałeś wiele złych plonów, zebrałeś się. Musisz to wiedzieć, wiedza Cię uratuje.
Nie, nie przyznawaj się przede mną. Nie chodzi tu o przyznanie. To tylko puste słowa. Musisz to czuć, tak jak czujesz to teraz, kiedy zęby gryzą wargi, palce wbijają się w tkankę. Przypominam Ci to wszystko, po to, żebyś od wszystkiego się wyzwolił. Zostanie Ci wybaczone. A przynajmniej ja Ci wybaczę. (…)
Kiedy jeszcze widziałeś linię ciągłą swojego życia, półprostą tego co się zaczęło, co się zdarzyło i co ma nadejść. Te wielkie, piękne chwile, które miały się rozkwitnąć każdego jutra, każdej przyszłej chwili. Wtedy byłeś jak to dziecko, które łapie motyle, łapie ćmy i koniki polne, a żadnego posiadać nie może, bo umierają w jego objęciach. Każda piękna chwila została zabita przez przyszłość, bo zajęty wyglądaniem w przód, nie zauważałeś jej. Szukałeś, tylko szukałeś, parłeś dalej, zupełnie ślepy. Niewidzący byłeś i teraz w oczach zwróconych w głąb czaszki widzisz więcej. Wypatrywać nawet nie musisz tych wszystkich nieprzeżytych wspomnień, tych chwil, gdy błądziłeś. Rozpościera się przed tobą ta opowieść o Twoim życiu, którą zaraz Ci przedstawię. I będzie to smutna opowieść.
Nie machaj tylko głową raz w jedną, raz w drugą stronę, jak wtedy, gdy raniąc, starałeś odgonić od siebie winę. Uważałeś, że to, czego nie pomyślisz, nie istnieje. Znam Cię lepiej niż Ty, nie zasłaniaj uszu. Przecież i tak mówię do Ciebie z wewnątrz, przechodzę przez krew, przez limfę, przez kwasy żołądkowe, przez wodę. Raniłeś ludzi przez swoją niewiedzę. Pamiętasz Twoją Pierwszą? Nie wiedziałeś, że Ona Cię kocha. Szukałeś tego, ale nieproporcjonalnie utwierdzałeś się w swojej niewiedzy, kiedy wystarczyło tylko poczuć. Ona rozumiała Cię, a Ty pozostawałeś w niezrozumieniu. Te spacery, te postacie na ścianach, te noce były dla Ciebie tylko mgłą. Ty jeszcze nie wiedziałeś, jak to jest. Oddać się komuś w całości duszy i ciała, zbyt mocno byłeś swój. Ona oddała Ci to wszystko i w swoim przepełnieniu widziałeś tylko Jej miłość, którą uważałeś za swoją. Twojej nie było. Nie wiedziałeś. Pamiętasz.
Przez niewiedzę to wszystko się działo, zawsze byłeś pomylony, bo nie wiedziałeś. A myślałeś, że wiesz. Zły punkt podparcia, konsekwentne wnioskowanie… no i mamy szaleńca. Tak, o Tobie mówię, szaleństwo wycieka z tej Twojej chatki, że można by je brać garściami. Starczyłoby na cały szpital psychiatryczny.
Uciekłeś od całego świata – i to samo w sobie jest dobre. Zostaliśmy tu sami. Ty i Ty. Ty i ja. Możemy spokojnie porozmawiać.
Co pamiętasz o swoich rodzicach? Nie mów, skul się spokojnie.
Ja powiem.
Twoi rodzice dali Ci w gruncie rzeczy nic. Dali Ci tą swoją opiekuńczą miłość, dali Ci troskę, dali Ci wyjście na świat i to całkiem dobre. Żadnej z tych rzeczy nie przyjąłeś. Żonglowałeś nimi, zamiast schować w kieszeni, zamiast wszyć skrupulatnie w podszewkę Twojego ulubionego płaszcza. A kiedy popełniłeś błąd, nagle te wszystkie rzeczy wysypały Ci się z rąk, jak to zazwyczaj bywa. Myślałeś, że możesz prowadzić te swoje gry. Gry w emocje, wszystko wykalkulowane do trzeciej cyfry po przecinku. Gry z Nimi. Kiedy nie mogłeś już więcej wyciągnąć, kiedy ich zasoby finansowe, zasoby uczuciowe były na wykończeniu – wykończone przez Ciebie, uciekłeś, zostawiając po sobie celowo znaki. Myślałeś, że pójdą za Tobą, odnajdą Cię i przyniosą należne zaległości na tacy. Nie zrobili tego. A Ty z głupiej dumy nie wróciłeś, nie wróciłeś ani razu, aż było za późno. Pamiętasz, jak sypałeś piach na grób matki, pamiętasz jak ojciec omal nie zabił Cię smutkiem bijącym z oczu. Nie zostałeś przy nim.
Pamiętasz? Ja pamiętam wszystko.
Myślałeś, że byłeś sprytny, gdy za czasów Twojego dzieciństwa zbierałeś pieniądze na cele charytatywne i kupowałeś sobie za to słodycze. . Nie nakryli Cię ani razu, ale Twoją największą karą było to, że nauczyłeś się tak robić. Weszło Ci w nawyk. Że można po prostu brać. Myślałeś, że anioły dają Ci to, co wyrywałeś siłą z czyichś rąk. Więc Twoje anioły karmiły Twoje demony, które już usunąłeś. Oprócz jednego.
Kiedy wyrywasz kwiaty bez opamiętania, z łąki robi się pustkowie. Na pustkowiu utknąłeś i na pustkowiu już nic nie wyrośnie. Zapomniałeś wszelkie miłości, wszelkie przyjaźnie, wszelkie słońca i królowe. Zapomniałeś wszystkie wielkie słowa.
Co do wielkich słów… Dlaczego znalazłeś się akurat tutaj? Pozwól, że Ci przypomnę.
Dzięki Twojej królowej. Trafiła kosa na kamień. Myślałeś, że ta kobieta spełni Twoje wszystkie marzenia, że będzie Twoim porankiem i wieczorem każdego dnia. Że da z siebie wszystko, że wypędzi z siebie swoich przeszłych kochanków, tak, byś miał Ją czystą. Że zerwie wszelkie więzy łączące Ją ze światem, będąc tylko przez Ciebie, dla Ciebie. Że będzie marionetką w Twoich rękach, tych, które teraz zawijają się, jedna wokół drugiej, palce jak węże. Nie kąsaj, mam Ci jeszcze wiele do powiedzenia. Zobaczyłeś, jaki jesteś mały, kiedy zabrała to wszystko od Ciebie. Wszelkie przedmioty, wszelkie bagaże, którymi się otaczałeś.
Twoje ego, nadmuchane do granic możliwości pękło jak balon. Ona była Twoją igłą, ja tak na Nią mówię, ale nazywaj jak chcesz. A Ty mówiłeś Jej słowa wielkie, wierzyłeś w nie. Była dla Ciebie perfekcyjna, do czasu, gdy okazała się do Ciebie tak podobna.
Przegrałeś, niestety. Oczy białe jak puste kartki. Kartki puste jak smutny koniec. Koniec smutny jak Ty teraz, kiedy to wszystko wraca do Ciebie.
Nie czuj się źle, jesteś wyróżniony. Jesteś wyjątkowy. Zazwyczaj to, co człowiek robi, nie wraca do Niego za życia. Wszelkie dobre i złe uczynki rozpatrywane są w przyszłych światach. Ale Ty masz okazję odpokutować tutaj, wyjść z pustym kontem, bez debetu. Dlatego słuchaj, słuchaj uważnie.
Tak, wiem. Całe zło popełniałeś nieświadomie. Ale to nic nie zmienia. Człowiek został obdarzony świadomością, szczyci się myśleniem, by później przyznawać się do ich braku?
Wszelka wina wykracza poza kwestie świadomości i nieświadomości. Jest to wina czysta. Siejesz i zbierasz plony. Siejesz nieświadomie, plony i tak wyrosną. Nie możesz się przed tym chować, nie możesz powoływać się na swoją głupotę. Nie jesteś głupi. Jesteś tylko zepsuty. Zasiałeś wiele złych plonów, zebrałeś się. Musisz to wiedzieć, wiedza Cię uratuje.
Nie, nie przyznawaj się przede mną. Nie chodzi tu o przyznanie. To tylko puste słowa. Musisz to czuć, tak jak czujesz to teraz, kiedy zęby gryzą wargi, palce wbijają się w tkankę. Przypominam Ci to wszystko, po to, żebyś od wszystkiego się wyzwolił. Zostanie Ci wybaczone. A przynajmniej ja Ci wybaczę. (…)
sobota, 4 października 2008
poniedziałek, 29 września 2008
.
Zapomniałem kilku rzeczy.
Po pierwsze - zapomniałem jak się zasypia. To uciążliwa rzecz. Coraz rzadziej mi się to udaje. A kiedy już zasnę, nie kończą się problemy. Z budzeniem się jest podobnie. Zajmuje ze dwie, trzy godziny. Godziny kiedy organizm już nie odpoczywa, a jednocześnie nie może wrócić do rzeczywistego świata.
Drugą i niestety ważniejszą kwestią jest... Zapomniałem jest jak to już być naiwnym. W bliskiej obustronnie relacji trzeba się wykazywać nadmiernie tą cechą, by relacja ta faktycznie była bliska. Czy jest to naiwność prawidłowa, czy ślepa, pokazuje czas.
Trzeba być naiwnym, żeby dopuścić tą drugą osobę do każdego zakamarka swojej psychiki. Wierzyć całym swoim sercem, czy tam umysłem, że ta osoba owych zakamarków nie opluje i nie zostawi tam śmieci. Mam w sobie śmieci, przyklejone silnie przestarzałą śliną. Nie jestem czysty i nie jestem naiwny.
Jestem zwierzęciem dzikim emocjonalnie. Wciąż tylko oczekuję na atak, jestem przygotowany, nawet w momencie, w którym się łaszę. Czekam na pułapkę. Jestem czujny. Na agresję agresją, na każdy fałszywy ruch wściekłością, na każde nieprzychylne słowo...
To nie walka.
Nie można być czujnym, nie powinienem. Nie powinienem był się uczyć mieszać miłości z nienawiścią. To mieszanka wybuchowa, wybuch pozostawia zniszczenia.
Nie naprawię szybko swoich zniszczeń.
Ale łatam je, tłumaczę sobie rzeczy, staram się to wszystko poukładać... Codziennie po jednym, malutkim, pierdolonym kawałku.
Po pierwsze - zapomniałem jak się zasypia. To uciążliwa rzecz. Coraz rzadziej mi się to udaje. A kiedy już zasnę, nie kończą się problemy. Z budzeniem się jest podobnie. Zajmuje ze dwie, trzy godziny. Godziny kiedy organizm już nie odpoczywa, a jednocześnie nie może wrócić do rzeczywistego świata.
Drugą i niestety ważniejszą kwestią jest... Zapomniałem jest jak to już być naiwnym. W bliskiej obustronnie relacji trzeba się wykazywać nadmiernie tą cechą, by relacja ta faktycznie była bliska. Czy jest to naiwność prawidłowa, czy ślepa, pokazuje czas.
Trzeba być naiwnym, żeby dopuścić tą drugą osobę do każdego zakamarka swojej psychiki. Wierzyć całym swoim sercem, czy tam umysłem, że ta osoba owych zakamarków nie opluje i nie zostawi tam śmieci. Mam w sobie śmieci, przyklejone silnie przestarzałą śliną. Nie jestem czysty i nie jestem naiwny.
Jestem zwierzęciem dzikim emocjonalnie. Wciąż tylko oczekuję na atak, jestem przygotowany, nawet w momencie, w którym się łaszę. Czekam na pułapkę. Jestem czujny. Na agresję agresją, na każdy fałszywy ruch wściekłością, na każde nieprzychylne słowo...
To nie walka.
Nie można być czujnym, nie powinienem. Nie powinienem był się uczyć mieszać miłości z nienawiścią. To mieszanka wybuchowa, wybuch pozostawia zniszczenia.
Nie naprawię szybko swoich zniszczeń.
Ale łatam je, tłumaczę sobie rzeczy, staram się to wszystko poukładać... Codziennie po jednym, malutkim, pierdolonym kawałku.
środa, 3 września 2008
Nocą
Dwie dusze jeszcze nigdy na tym świecie nie były tak blisko siebie. Jesteśmy wcale nie inni, nocami tylko wyrywamy z siebie resztki sił, by zaznaczyć swoje istnienia gdzieś ponad przestrzenią, ponad horyzontem. Jesteśmy za dnia jak dwa księżyce, tlące się jaskrawą poświatą, jesteśmy nocą słońcem, silnym w swoim blasku. Gdzieś na progu snu odchodzę spokojny, gdzieś na progu snu przychodzę pożegnać się z wyobrażeniami o przyszłych porażkach. Nocą jest jaśniej, nocą jest ciemniej, nocą wszystko bardziej jaskrawe. Nocą czuję Cię wyraźnie, z daleka, nocą czuję Twój zapach, zawsze, nawet gdy nie zaszczepisz mi go na dłoni…
czwartek, 28 sierpnia 2008
.
Jesteśmy bardziej jak dwa duchy.
Przenikające. Pokazujące. Połatane wzajemnie swoimi nićmi.
Chciałbym widzieć nas jako dwa duchy.
Splątane swoimi nićmi, niemożliwymi do zerwania. Aż do utraty tchu.
Jestem duchem z Tobą.
Jestem duchem w Tobie.
Nocą bardziej poza przestrzenią, tam, gdzie anioły jeszcze latają.
Przenikające. Pokazujące. Połatane wzajemnie swoimi nićmi.
Chciałbym widzieć nas jako dwa duchy.
Splątane swoimi nićmi, niemożliwymi do zerwania. Aż do utraty tchu.
Jestem duchem z Tobą.
Jestem duchem w Tobie.
Nocą bardziej poza przestrzenią, tam, gdzie anioły jeszcze latają.
niedziela, 17 sierpnia 2008
...
Wszyscy macie swoje demony.
Ty swoje demony rozproszyłeś. Wypychałeś je po kolei, jednego po drugim. Musiało być w Tobie bardzo nieprzyjaźnie, skoro tak łatwo odchodziły, jeszcze nieświadome swojego przyszłego losu.
Demony, które żywiły się Twoim ogniem oddawałeś w nieczułe ręce sworzeń zimy. Wieszałeś je, każdego na innym soplu lodu, zwisającym z tej opustoszałej rudery, którą zwykłeś nazywać domem. Wisiały tam, jeden za drugim, w równym rzędzie. Nadałeś im wygląd wisielców, zebrałeś w tym swoim przedziwnie uporządkowanym miejscu zbrodni. One nie rozumiały Twojej zbrodni, ani swoich przewinień. Nie rozumiały też swojego położenia, były Ci potrzebne, nie pozwalały Ci spłonąć do cna. Nadawały Ci równowagę, podczas gdy Ty rozprawiłeś się z nimi, jak z zadżumionymi, roznoszącymi zarazę. Przechodząc obok, można zobaczyć ich szczęki, każda w takim samym grymasie, wszystkie z oczami szeroko rozwartymi na znak niedowierzania. Kto był temu winien, nie wiadomo. Ani Ty nie mogłeś czuć winy, ani one żadnej nie poniosły. Nie pojawił się żaden sędzia, żaden kat, wszystko zostało między Tobą, a nimi. To nie istnieje, Ty już nie pamiętasz, a one zamarzały powoli, by stopić się z soplami lodu, na których wisiały, i w końcu spaść przy cichych dźwiękach śmierci.
Wiadomo też, co zrobiłeś z demonami zimna. Te z kolei topiły lód ukryty w Tobie. Nie pozwalały Ci uciekać, nie pozwalały Ci zobojętnieć do cna. Nie pozwalały Ci zatracić sensu, który ulatywał wtedy, gdy ulatywało z Ciebie rozgrzane przez płuca powietrze. Twoje oddechy, pomagające rozpalić ogień w kominku, doprowadziły do tego. Z każdym tchnieniem wypluwałeś jednego z nich. Z każdym oddechem jeden demon przechodził Ci przez gardło, starał się zahaczyć szponami o Twoje zęby, ale wypychałeś go językiem. Wszystkie wylądowały w ogniu, razem z listami, które zdobiły Twoje ściany i dawały nie zapomnieć o przeszłości. Wszystko obróciło się w popiół.
Jesteś teraz bez życia. Wszystko nie tak. Płoniesz ogniem zimnym jak lód. Jesteś pomieszany, odwrócony do góry nogami, z których każda wędruje w inną stronę. Twoje oczy widzą tylko w głąb Twojej czaszki, widzą coraz słabiej. Nos wydycha powietrze, usta kurczowo otwierają się, by złapać nowe. Nie mogłeś żyć z demonami, nie możesz umrzeć bez nich. Nawet nie potrafiłbyś złapać noża.
Chciałbym poprowadzić Cię, nie mogę już patrzeć na to, jak się męczysz. Jak się pocisz na deszczu, jak drżysz przy kominku. Tak jakbyś jednak nie zapomniał.
Chciałbym poprowadzić Cię za rękę, pomóc Ci wykonać ostatni krok. Ale mogę tylko patrzeć na Ciebie od środka. Zostawiłeś jednego demona i znowu wybrałeś najgorzej.
Nie ruszę nawet palcem, jesteś mi zbyt drogi.
Ty swoje demony rozproszyłeś. Wypychałeś je po kolei, jednego po drugim. Musiało być w Tobie bardzo nieprzyjaźnie, skoro tak łatwo odchodziły, jeszcze nieświadome swojego przyszłego losu.
Demony, które żywiły się Twoim ogniem oddawałeś w nieczułe ręce sworzeń zimy. Wieszałeś je, każdego na innym soplu lodu, zwisającym z tej opustoszałej rudery, którą zwykłeś nazywać domem. Wisiały tam, jeden za drugim, w równym rzędzie. Nadałeś im wygląd wisielców, zebrałeś w tym swoim przedziwnie uporządkowanym miejscu zbrodni. One nie rozumiały Twojej zbrodni, ani swoich przewinień. Nie rozumiały też swojego położenia, były Ci potrzebne, nie pozwalały Ci spłonąć do cna. Nadawały Ci równowagę, podczas gdy Ty rozprawiłeś się z nimi, jak z zadżumionymi, roznoszącymi zarazę. Przechodząc obok, można zobaczyć ich szczęki, każda w takim samym grymasie, wszystkie z oczami szeroko rozwartymi na znak niedowierzania. Kto był temu winien, nie wiadomo. Ani Ty nie mogłeś czuć winy, ani one żadnej nie poniosły. Nie pojawił się żaden sędzia, żaden kat, wszystko zostało między Tobą, a nimi. To nie istnieje, Ty już nie pamiętasz, a one zamarzały powoli, by stopić się z soplami lodu, na których wisiały, i w końcu spaść przy cichych dźwiękach śmierci.
Wiadomo też, co zrobiłeś z demonami zimna. Te z kolei topiły lód ukryty w Tobie. Nie pozwalały Ci uciekać, nie pozwalały Ci zobojętnieć do cna. Nie pozwalały Ci zatracić sensu, który ulatywał wtedy, gdy ulatywało z Ciebie rozgrzane przez płuca powietrze. Twoje oddechy, pomagające rozpalić ogień w kominku, doprowadziły do tego. Z każdym tchnieniem wypluwałeś jednego z nich. Z każdym oddechem jeden demon przechodził Ci przez gardło, starał się zahaczyć szponami o Twoje zęby, ale wypychałeś go językiem. Wszystkie wylądowały w ogniu, razem z listami, które zdobiły Twoje ściany i dawały nie zapomnieć o przeszłości. Wszystko obróciło się w popiół.
Jesteś teraz bez życia. Wszystko nie tak. Płoniesz ogniem zimnym jak lód. Jesteś pomieszany, odwrócony do góry nogami, z których każda wędruje w inną stronę. Twoje oczy widzą tylko w głąb Twojej czaszki, widzą coraz słabiej. Nos wydycha powietrze, usta kurczowo otwierają się, by złapać nowe. Nie mogłeś żyć z demonami, nie możesz umrzeć bez nich. Nawet nie potrafiłbyś złapać noża.
Chciałbym poprowadzić Cię, nie mogę już patrzeć na to, jak się męczysz. Jak się pocisz na deszczu, jak drżysz przy kominku. Tak jakbyś jednak nie zapomniał.
Chciałbym poprowadzić Cię za rękę, pomóc Ci wykonać ostatni krok. Ale mogę tylko patrzeć na Ciebie od środka. Zostawiłeś jednego demona i znowu wybrałeś najgorzej.
Nie ruszę nawet palcem, jesteś mi zbyt drogi.
wtorek, 12 sierpnia 2008
.
sobota, 9 sierpnia 2008
.
Przeszłość czasem natyka się na człowieka. Przeszłość go pozna, nawet kiedy on już sam ją odrzucił. Chociaż nie powinien, byćmoże.
Przeszłość da o sobie znać, nieważne ile lat minęło.
Przypominam sobie, ile to lat minęło. Jak świat poszarzał, jak było kiedyś, jak jest dziś.
I nagle robi się tak przeraźliwie zimno.
Przeszłość da o sobie znać, nieważne ile lat minęło.
Przypominam sobie, ile to lat minęło. Jak świat poszarzał, jak było kiedyś, jak jest dziś.
I nagle robi się tak przeraźliwie zimno.
środa, 6 sierpnia 2008
Garbage - Special
I'm living without you
I know all about you
I have run you down into the ground
Spread disease about you over town
I used to adore you
I couldn't control you
There was nothing that I wouldn't do
To keep myself around and close to you
Do you have an opinion?
A mind of your own?
I thought you were special
I thought you should know
But I've run out of patience
I couldn't care less
I...
I...
Do you have an opinion?
A mind of your own?
I thought you were special
I thought you should know
I used to amuse you
I knew that I'd lose you
Now you're here and begging for a chance
There's no way in hell I'd take it back
Do you have an opinion?
A mind of your own?
I thought you were special
I thought you should know
But I've run out of patience
I've run out of comments
I'm tired of the violence
I couldn't care less
I'm looking for a new
I'm looking for a new
I'm looking for a new
I'm looking for a new
We were the talk of the town
We were the talk of the town
We were the talk of the town
We were the talk of the town
I thought you were special
I thought you were special
I thought you were special
I thought you were special...
I know all about you
I have run you down into the ground
Spread disease about you over town
I used to adore you
I couldn't control you
There was nothing that I wouldn't do
To keep myself around and close to you
Do you have an opinion?
A mind of your own?
I thought you were special
I thought you should know
But I've run out of patience
I couldn't care less
I...
I...
Do you have an opinion?
A mind of your own?
I thought you were special
I thought you should know
I used to amuse you
I knew that I'd lose you
Now you're here and begging for a chance
There's no way in hell I'd take it back
Do you have an opinion?
A mind of your own?
I thought you were special
I thought you should know
But I've run out of patience
I've run out of comments
I'm tired of the violence
I couldn't care less
I'm looking for a new
I'm looking for a new
I'm looking for a new
I'm looking for a new
We were the talk of the town
We were the talk of the town
We were the talk of the town
We were the talk of the town
I thought you were special
I thought you were special
I thought you were special
I thought you were special...
.
"your never gonna know me. no one will ever know anyone, your never gonna know me. figure it out. deal with it."
niedziela, 3 sierpnia 2008
nic więcej
sobota, 2 sierpnia 2008
.
Zbyt wiele we mnie głosów.
Najgłośniejszy ciągle zadaje jedno pytanie: po co?, inne kpią z niego, bo dlaczego nie. Jeszcze inne wątpią w to wszystko. Bywają też takie zupełnie normalne. Które chcą czegoś, mówią mi co mam robić. Bywają głosy obce, bywają głosy tak bardzo bliskie, głosy nakazujące, głosy wstydliwe, głosy nieśmiałe, głosy kuszące szeptem.
Wyrywają ze mnie kawałek za kawałkiem, każdy chce najwięcej dla siebie. Każdy chce wgryźć się najgłębiej, nie zważając na szkody. Wszystkie są zdeterminowane, bezwzględne, bezkompromisowe.
Żaden nie odpowiada na pytania.
Najgłośniejszy ciągle zadaje jedno pytanie: po co?, inne kpią z niego, bo dlaczego nie. Jeszcze inne wątpią w to wszystko. Bywają też takie zupełnie normalne. Które chcą czegoś, mówią mi co mam robić. Bywają głosy obce, bywają głosy tak bardzo bliskie, głosy nakazujące, głosy wstydliwe, głosy nieśmiałe, głosy kuszące szeptem.
Wyrywają ze mnie kawałek za kawałkiem, każdy chce najwięcej dla siebie. Każdy chce wgryźć się najgłębiej, nie zważając na szkody. Wszystkie są zdeterminowane, bezwzględne, bezkompromisowe.
Żaden nie odpowiada na pytania.
.
I tylko skrawkiem jaźni usłyszany krzyk agonii ostatniego płomienia w tą noc zimną już ciemno, wokół mnie jak ślady na śniegu leżą szeptem zduszone tęsknoty.
biedny.
nie umie płakać.
biedny.
nie umie płakać.
.
Jestem spokojny.
Nie ma nic, co nie byłoby odbiciem przeszłych porażek, albo zwiastunem porażek, które dopiero nadejdą.
Przegrywam, mam wszystkiego pod dostatkiem, przegrywam.
Dobre karty, kareta asów, pas. Po prostu.
Trzeba chcieć grać, a nie myśleć tylko o ucieczce od stolika. Może po prostu nie jestem świadomy stawki, a może po prostu już mi tak bardzo nie zależy.
Rzeczy są, ludzie bywają, czasem pojawia się odbicie jakichś niedogasłych emocji, niedogasłych uczuć. Zadeptuję wyrzucone na śnieg papierosy, w jakiejś śmiesznej, kategorycznej konieczności. Nie wywołam przecież pożaru.
Wszystko odchodzi z dymem. Znowu czerń. Znowu nic.
Nihil nihil nihil.
Chyba odpoczynek od Życia.
Nie ma nic, co nie byłoby odbiciem przeszłych porażek, albo zwiastunem porażek, które dopiero nadejdą.
Przegrywam, mam wszystkiego pod dostatkiem, przegrywam.
Dobre karty, kareta asów, pas. Po prostu.
Trzeba chcieć grać, a nie myśleć tylko o ucieczce od stolika. Może po prostu nie jestem świadomy stawki, a może po prostu już mi tak bardzo nie zależy.
Rzeczy są, ludzie bywają, czasem pojawia się odbicie jakichś niedogasłych emocji, niedogasłych uczuć. Zadeptuję wyrzucone na śnieg papierosy, w jakiejś śmiesznej, kategorycznej konieczności. Nie wywołam przecież pożaru.
Wszystko odchodzi z dymem. Znowu czerń. Znowu nic.
Nihil nihil nihil.
Chyba odpoczynek od Życia.
piątek, 1 sierpnia 2008
For that moment
Feels like a memory
By cigarette burns down
And the smoke goes
Hello hello hello
Round in my head
Hello hello hello
My substitute's in town
And my memory's free
Hello hello
Round in my head
Just for a moment
White smoke goes
And my memory's free
Hello hello hello
Feels like a memory
My substitute's in town
By cigarette burns down
But my memory's free
And the smoke goes
Hello hello hello
Round in my head
Just for a moment
White smoke goes
And my memory's free
(The Ecstasy of Saint Theresa - For That Moment)
By cigarette burns down
And the smoke goes
Hello hello hello
Round in my head
Hello hello hello
My substitute's in town
And my memory's free
Hello hello
Round in my head
Just for a moment
White smoke goes
And my memory's free
Hello hello hello
Feels like a memory
My substitute's in town
By cigarette burns down
But my memory's free
And the smoke goes
Hello hello hello
Round in my head
Just for a moment
White smoke goes
And my memory's free
(The Ecstasy of Saint Theresa - For That Moment)
sobota, 26 lipca 2008
.
Nawet nie wiedziałem, że jakoś to łatwo wszystko popłynie.
Nawet nie przeszkadza mi, że nie mam się jak zatrzymać w jednym miejscu przez więcej niż tydzień. Dosłownie. Ale i dziękuję.
O "fantastycznym, nowym życiu" nie ma co jeszcze mówić, ale jeśli Los nie czeka za którymś rogiem z łopatą w ręcę, z łopatą przygotowaną, żeby mi nią przyjebać i tym samym przerwać moje beztroskie utykanie... To wszystko idzie ku lepszemu.
Oprócz braku słów. Ale i cisza bywa dobra.
/
To już dzisiaj. Ale dzisiaj nie potrafię jeszcze spojrzeć w przeszłość... Jeszcze nie, może za kilkanaście godzin. Może.
A jeśli nie - to tylko data, tylko kolejna rocznica. I tak wiem, co noszę w sobie.
/
Chcę znowu być naiwnym, infantylnym, rozmarzonym. Znowu patrzeć w gwiazdy, znowu wierzyć.
Na wszystko przyjdzie czas, albo i nie.
Pył na wietrze. ;]
Nawet nie przeszkadza mi, że nie mam się jak zatrzymać w jednym miejscu przez więcej niż tydzień. Dosłownie. Ale i dziękuję.
O "fantastycznym, nowym życiu" nie ma co jeszcze mówić, ale jeśli Los nie czeka za którymś rogiem z łopatą w ręcę, z łopatą przygotowaną, żeby mi nią przyjebać i tym samym przerwać moje beztroskie utykanie... To wszystko idzie ku lepszemu.
Oprócz braku słów. Ale i cisza bywa dobra.
/
To już dzisiaj. Ale dzisiaj nie potrafię jeszcze spojrzeć w przeszłość... Jeszcze nie, może za kilkanaście godzin. Może.
A jeśli nie - to tylko data, tylko kolejna rocznica. I tak wiem, co noszę w sobie.
/
Chcę znowu być naiwnym, infantylnym, rozmarzonym. Znowu patrzeć w gwiazdy, znowu wierzyć.
Na wszystko przyjdzie czas, albo i nie.
Pył na wietrze. ;]
środa, 16 lipca 2008
Khyyyrwa
No i stało się. Świat wykonał dzisiaj przeciwko mnie straszną zbrodnię!
A może to nie świat.
W każdym razie, zacznijmy, jak to przystało od początku.
Wyobrazić sobie, kurwa, Michasia, świeżo upierdolonego przyszłego studenta filozofii, jadącego po nieprzespanej pochlej-karaoke-opowieści o wojsku-nocy, jadącego kurwać tramwajem zawieźć dokumenty, z wielkim alkoholowym chuchem (tzn nie dokumenty). Tak więc za ostatnie pieniądze ("za ostatni grosz..." - ach to karaoke, tzn tej piosenki akurat nie było) bilety, dwa po złotówce, jadę sobie do Gdańska Głównego. A w Gdańsku idę taki nieogarnięty do wydziału bla bla bla. Przychodzę do wydziału, przed wejściem przezornie sprawdzam kartki przyklejone na drzwiach i jest! Jakby piorun z nieba pierdolnął. Środa: 17-19. To znaczy.
-wydałem ostatnie pieniądze na podróż, która tylko zabrała mi czas.
-zmęczyłem się
-mogłem sobie smacznie i pięknie spać aż do 16... Teraz tylko legnę na 3 godziny.
-kiedy wracałem, rozjebał się tramwaj i stał w Centrum z 10 minut, kiedy ja już skasowałem bilet...
-w tramwaju były piękne kilkuletnie paskudztwa, drące się na przemian, jakby ćwiczyły to od poranka.
W zwyczajnych warunkach przełknąłbym to wszystko i byłoby ok. Ale kiedy w brzuchu się kotłuje, od tego wrzasku łeb zaczyna wydawać sygnały "michał, michał, czas na reset", a oczy szczypią i wysychają. Nie mówiąc już o braku śliny w gardle. Wtedy kurwa pojawia się "najokropniejsze z wszystkich pytań: po co?!".
Generalnie dzień nie rozpoczął się pięknie, piszę na świeżo, więc wybaczyć proszę formę, błędy i niestyczności, idę zaraz pod prysznic i jebnąć się spać. Ale mimo wszystko nie narzekam. Jest ok. :)
A może to nie świat.
W każdym razie, zacznijmy, jak to przystało od początku.
Wyobrazić sobie, kurwa, Michasia, świeżo upierdolonego przyszłego studenta filozofii, jadącego po nieprzespanej pochlej-karaoke-opowieści o wojsku-nocy, jadącego kurwać tramwajem zawieźć dokumenty, z wielkim alkoholowym chuchem (tzn nie dokumenty). Tak więc za ostatnie pieniądze ("za ostatni grosz..." - ach to karaoke, tzn tej piosenki akurat nie było) bilety, dwa po złotówce, jadę sobie do Gdańska Głównego. A w Gdańsku idę taki nieogarnięty do wydziału bla bla bla. Przychodzę do wydziału, przed wejściem przezornie sprawdzam kartki przyklejone na drzwiach i jest! Jakby piorun z nieba pierdolnął. Środa: 17-19. To znaczy.
-wydałem ostatnie pieniądze na podróż, która tylko zabrała mi czas.
-zmęczyłem się
-mogłem sobie smacznie i pięknie spać aż do 16... Teraz tylko legnę na 3 godziny.
-kiedy wracałem, rozjebał się tramwaj i stał w Centrum z 10 minut, kiedy ja już skasowałem bilet...
-w tramwaju były piękne kilkuletnie paskudztwa, drące się na przemian, jakby ćwiczyły to od poranka.
W zwyczajnych warunkach przełknąłbym to wszystko i byłoby ok. Ale kiedy w brzuchu się kotłuje, od tego wrzasku łeb zaczyna wydawać sygnały "michał, michał, czas na reset", a oczy szczypią i wysychają. Nie mówiąc już o braku śliny w gardle. Wtedy kurwa pojawia się "najokropniejsze z wszystkich pytań: po co?!".
Generalnie dzień nie rozpoczął się pięknie, piszę na świeżo, więc wybaczyć proszę formę, błędy i niestyczności, idę zaraz pod prysznic i jebnąć się spać. Ale mimo wszystko nie narzekam. Jest ok. :)
poniedziałek, 14 lipca 2008
?
Demoiselle de grossièreté, irresponsabilité et mauvaise influence.
Et son fidèle corniaud.
Incroyable.
:D
Et son fidèle corniaud.
Incroyable.
:D
wtorek, 8 lipca 2008
poniedziałek, 7 lipca 2008
painkiller
Tell me who is next?
And who was the last one?
No word to disturb this endless beauty,
a single thought will prove me wrong!
A single thought will prove me wrong
as if it was my last one!
Come see, without the color
there`s nothing left to love.
Say good-bye to all your memories
Don`t ask me why!
I count my yesterdays.
Soul surgery, electric dream treatment,
eyes turned blind that once could see...
Es gibt kein zweites wiedersehen
im schlaf, mein bruder
Wirst du mich schon verstehen
bevor ein neuer tag vergeht, nur du...
Fangst du mir einen traum.
So please be quiet in this room,
this is a place of silence.
And who was the last one?
No word to disturb this endless beauty,
a single thought will prove me wrong!
A single thought will prove me wrong
as if it was my last one!
Come see, without the color
there`s nothing left to love.
Say good-bye to all your memories
Don`t ask me why!
I count my yesterdays.
Soul surgery, electric dream treatment,
eyes turned blind that once could see...
Es gibt kein zweites wiedersehen
im schlaf, mein bruder
Wirst du mich schon verstehen
bevor ein neuer tag vergeht, nur du...
Fangst du mir einen traum.
So please be quiet in this room,
this is a place of silence.
.
Uczę się na nowo oddychać, boli już od tego gardło, wysychają śluzówki, rzężą płuca.
Nie tworzę się na nowo.
Nie uczę się oddychać.
Oddycham tym samym, starym, skażonym powietrzem.
Nie oddycham tym samym, starym, skażonym powietrzem.
Już.
Już nigdy nie będę oddychał tym powietrzem.
Tworzę się na nowo.
Każda myśl, każde słowo, każdy gest.
Na nowo.
Nie może inaczej, nie może. Oj, nie.
Nie mogę inaczej.
Jest jedna droga, iść przez nią, nie rozglądać się, przystawać tylko czasami na odpoczynek, nie widzieć innych przechodniów, patrzeć się przed siebie, iść tak, aż dojdzie się do rozwidlenia i drogowzkazu, mówiącego "to już".
I wybrać.
I znowu.
Znowu.
Inny głos, inny szept, inny zapach.
Inne serce, zabrudzone na inne kolory.
Inny ból.
Ten sam... gnój?
Nie czytać liter do góry nogami.
Nie tworzę się na nowo.
Nie uczę się oddychać.
Oddycham tym samym, starym, skażonym powietrzem.
Nie oddycham tym samym, starym, skażonym powietrzem.
Już.
Już nigdy nie będę oddychał tym powietrzem.
Tworzę się na nowo.
Każda myśl, każde słowo, każdy gest.
Na nowo.
Nie może inaczej, nie może. Oj, nie.
Nie mogę inaczej.
Jest jedna droga, iść przez nią, nie rozglądać się, przystawać tylko czasami na odpoczynek, nie widzieć innych przechodniów, patrzeć się przed siebie, iść tak, aż dojdzie się do rozwidlenia i drogowzkazu, mówiącego "to już".
I wybrać.
I znowu.
Znowu.
Inny głos, inny szept, inny zapach.
Inne serce, zabrudzone na inne kolory.
Inny ból.
Ten sam... gnój?
Nie czytać liter do góry nogami.
piątek, 4 lipca 2008
.
Oswoić się z samotnością. Zapoznać się z samotnością. Widywać się z samotnością. Bawić się z samotnością. Gonić za samotnością. Zaprzyjaźnić się z samotnością. Kochać się z samotnością. Ożenić się z samotnością.
Być samotnością?
"Funkcjonuje w wymiarze temporalnym – może być chroniczna, albo występować przejściowo(...)"
Chroniczna, chroniczna, chroniczna, kusząca.
Nie wystarczy.
Stała. Niezmienna. Permanentna, na ile tylko może być, będąc jednocześnie pojęciem abstrakcyjnym.
?
"(...)uruchamiając spiralę efektów – niska samoocena prowadzi do braku zaufania (do innych oraz do własnych możliwości), co wyzwala unikanie kontaktów społecznych, a to implikuje samotność, wynikiem której jest utrwalenie się niskiej samooceny"
Nie uciekać już! Nie uciekać...
Nie bać się.
Nie walczyć? Poddać się? Walczyć. O samotność?
Czerń. Chciałbym więcej.
Nie wiem, czego.
Być samotnością?
"Funkcjonuje w wymiarze temporalnym – może być chroniczna, albo występować przejściowo(...)"
Chroniczna, chroniczna, chroniczna, kusząca.
Nie wystarczy.
Stała. Niezmienna. Permanentna, na ile tylko może być, będąc jednocześnie pojęciem abstrakcyjnym.
?
"(...)uruchamiając spiralę efektów – niska samoocena prowadzi do braku zaufania (do innych oraz do własnych możliwości), co wyzwala unikanie kontaktów społecznych, a to implikuje samotność, wynikiem której jest utrwalenie się niskiej samooceny"
Nie uciekać już! Nie uciekać...
Nie bać się.
Nie walczyć? Poddać się? Walczyć. O samotność?
Czerń. Chciałbym więcej.
Nie wiem, czego.
.
The Master says that Satan too shall be forgiven
Forgiven
And suffering before
We suffer too
Here’s sixpence, here’s sixpence
Go and play and play
In the flaky pale fields that still are somehow this land
And spend oh spend your life away
Spend your spend your night
Away
And waste and waste your life away
Under the bright starlight
Under your yew boned arch light body
You are dead under this shitstained sky
You are dead under the loveless muddy almoststars
You are dead under the sleeping closed eyes of the bhagavan
You are dead under the road and the track and the path
Along the green grass slipping away
Along the snaking way
You are deady, deady
Deadly, deady
Dead
Goodnight
The lights are dead and so are you
The light is dead and so are you
Forgiven
And suffering before
We suffer too
Here’s sixpence, here’s sixpence
Go and play and play
In the flaky pale fields that still are somehow this land
And spend oh spend your life away
Spend your spend your night
Away
And waste and waste your life away
Under the bright starlight
Under your yew boned arch light body
You are dead under this shitstained sky
You are dead under the loveless muddy almoststars
You are dead under the sleeping closed eyes of the bhagavan
You are dead under the road and the track and the path
Along the green grass slipping away
Along the snaking way
You are deady, deady
Deadly, deady
Dead
Goodnight
The lights are dead and so are you
The light is dead and so are you
wtorek, 1 lipca 2008
umieranie?
Czasem zastanawiam się, czy życia nie traktować łatwiej jako umieranie. Umieranie mnie fascynuje, o umieraniu mógłbym książki pisać.
Nie, nie dramatyzuję, piszę w dobrym nastroju, nic takiego mi nie jest.
Ta możliwość zmiany perspektywy mnie przyciąga. I nie sądzę, że umieranie to pojęcie zbliżone do śmierci. Czasem odległe i przez dziesiątki lat. W pewnym sensie każdy umiera przez każdą sekundę swojego zbliżania się do śmierci. Ale nie o śmierci chciałbym pisać. Napiszę o życiu - chcemy żyć, Musimy żyć, Musimy czerpać z życia, Musimy nabrać jak najwięcej dla siebie, Musimy być "fajni". Umieranie zna tylko jeden przymus. A i nie ma w tym nieszczęścia, można ten proces zagospodarować na swoją modłę, być szczęśliwym! Tak sądzę.
I sądzę, że gdyby ludzie to dostrzegali, byliby życzliwsi, uczciwsi, mieliby do siebie szacunek. I znowu, nie chodzi mi o jakąś karmiczno-niebiańską papkę "czyń dobrze, zrobią ci dobrze po śmierci", nie. Po prostu uświadomilibyśmy sobie, że wszyscy, bez wyjątku, tkwimy w tym samym gównie. I to nas łączy, pomimo wszelkich różnic. A czy bylibyśmy (zastanawiałem się nad "byliby") szczęśliwi? No, zadowoleni z umierania, czerpaliby z umierania? Myślę, że gdyby poradzili (byśmy?) sobie z tą świadomością, zaprzyjaźnili (byśmy?) się z tą świadomością i wyszli z nią w świat, to myślę, że i owszem.
Jednakże nigdy nie miałem zapędów moralizatorskich, więc ta notka jest dla mnie dość... nieporęczna. Za to perspektywa umierania jest poręczna jak najbradziej.
Umieram, nie wiem, jak długo to potrwa, ale jest mi z tym całkiem dobrze. ;]
Nie, nie dramatyzuję, piszę w dobrym nastroju, nic takiego mi nie jest.
Ta możliwość zmiany perspektywy mnie przyciąga. I nie sądzę, że umieranie to pojęcie zbliżone do śmierci. Czasem odległe i przez dziesiątki lat. W pewnym sensie każdy umiera przez każdą sekundę swojego zbliżania się do śmierci. Ale nie o śmierci chciałbym pisać. Napiszę o życiu - chcemy żyć, Musimy żyć, Musimy czerpać z życia, Musimy nabrać jak najwięcej dla siebie, Musimy być "fajni". Umieranie zna tylko jeden przymus. A i nie ma w tym nieszczęścia, można ten proces zagospodarować na swoją modłę, być szczęśliwym! Tak sądzę.
I sądzę, że gdyby ludzie to dostrzegali, byliby życzliwsi, uczciwsi, mieliby do siebie szacunek. I znowu, nie chodzi mi o jakąś karmiczno-niebiańską papkę "czyń dobrze, zrobią ci dobrze po śmierci", nie. Po prostu uświadomilibyśmy sobie, że wszyscy, bez wyjątku, tkwimy w tym samym gównie. I to nas łączy, pomimo wszelkich różnic. A czy bylibyśmy (zastanawiałem się nad "byliby") szczęśliwi? No, zadowoleni z umierania, czerpaliby z umierania? Myślę, że gdyby poradzili (byśmy?) sobie z tą świadomością, zaprzyjaźnili (byśmy?) się z tą świadomością i wyszli z nią w świat, to myślę, że i owszem.
Jednakże nigdy nie miałem zapędów moralizatorskich, więc ta notka jest dla mnie dość... nieporęczna. Za to perspektywa umierania jest poręczna jak najbradziej.
Umieram, nie wiem, jak długo to potrwa, ale jest mi z tym całkiem dobrze. ;]
sobota, 28 czerwca 2008
coma black
My mouth was a crib
And it was growing lies
I didn't know what love was on that day
Her hearts a tiny blood clot
I picked at it, it never heals, it never goes away
Burn all the good things in the eden eye
We were too dumb to run, too dead to die
Burn all the good things in the eden eye
We were too dumb to run, too dead to die
This was never my world
You took the angel away
I killed myself to make everybody pay
This was never my world
You took the angel away
I killed myself to make everybody pay
I would've told her then
She was the only thing
That I could love, in this dying world
But the simple word, of love itself
Already died and went away
This was never my world
You took the angel away
I killed myself to make everybody pay
This was never my world
You took the angel away
I killed myself to make everybody pay
Burn all the good things in the eden eye
We were too dumb to run, too dead to die
Burn all the good things in the eden eye
We were too dumb to run, too dead to die
This was never my world
You took the angel away
I killed myself to make everybody pay
This was never my world
You took the angel away
I killed myself to make everybody pay
This was never my world
You took the angel away
I killed myself to make everybody pay
This was never my world
You took the angel away
I killed myself to make everybody pay
Our hearts a bloodstained egg
We didn't handle with care
It's broken and bleeding
And we could never repair
Our hearts a bloodstained egg
We didn't handle with care
It's broken and bleeding
And we could never repair
And we can never repair
And it was growing lies
I didn't know what love was on that day
Her hearts a tiny blood clot
I picked at it, it never heals, it never goes away
Burn all the good things in the eden eye
We were too dumb to run, too dead to die
Burn all the good things in the eden eye
We were too dumb to run, too dead to die
This was never my world
You took the angel away
I killed myself to make everybody pay
This was never my world
You took the angel away
I killed myself to make everybody pay
I would've told her then
She was the only thing
That I could love, in this dying world
But the simple word, of love itself
Already died and went away
This was never my world
You took the angel away
I killed myself to make everybody pay
This was never my world
You took the angel away
I killed myself to make everybody pay
Burn all the good things in the eden eye
We were too dumb to run, too dead to die
Burn all the good things in the eden eye
We were too dumb to run, too dead to die
This was never my world
You took the angel away
I killed myself to make everybody pay
This was never my world
You took the angel away
I killed myself to make everybody pay
This was never my world
You took the angel away
I killed myself to make everybody pay
This was never my world
You took the angel away
I killed myself to make everybody pay
Our hearts a bloodstained egg
We didn't handle with care
It's broken and bleeding
And we could never repair
Our hearts a bloodstained egg
We didn't handle with care
It's broken and bleeding
And we could never repair
And we can never repair
niedziela, 22 czerwca 2008
.
"i wiesz, że nie jesteś zupełnie sam.
Wiesz, że na mnie możesz liczyć, choć czasem na siebie burczymy"
Yhy, yhy.
Mogłem liczyć, faktycznie... Na ciągłe opierdalanie mnie za to, jak żyję. Takie "rady" dawać najłatwiej, dyktować komuś, jak powinno wyglądać jego życie, jest łatwo.
A później wyjebać tą osobę z życia, bo powiedziała kilka słów prawdy za dużo.
Hell yeah, dokładnie tak robią przyjaciele.
Może faktycznie przestanę grzebać w starych śmieciach, zajmę się nowym.. nowym... hmm. Czymś innym się zajmę w każdym razie.
Wiesz, że na mnie możesz liczyć, choć czasem na siebie burczymy"
Yhy, yhy.
Mogłem liczyć, faktycznie... Na ciągłe opierdalanie mnie za to, jak żyję. Takie "rady" dawać najłatwiej, dyktować komuś, jak powinno wyglądać jego życie, jest łatwo.
A później wyjebać tą osobę z życia, bo powiedziała kilka słów prawdy za dużo.
Hell yeah, dokładnie tak robią przyjaciele.
Może faktycznie przestanę grzebać w starych śmieciach, zajmę się nowym.. nowym... hmm. Czymś innym się zajmę w każdym razie.
sobota, 21 czerwca 2008
Frustrated
Khyyyrwa mać. Nadal nie pojmuję niektórych rzeczy. Na przykład - dlaczego ludzie nie uświadomią sobie, że interpunkcja, w przeciwieństwie do innych punkcji, nie boli. A korzystanie z owej nie jest żadnym wstydem!
I nie apeluję tu o pełną poprawność języka pisanego, nie jestem ortodoksyjny pod tym względem. Po prostu w.k.u.r.w.i.a. mnie dobitnie, jak ktoś [pisze złożone zdania nie wykorzystując przy tym w ogóle pewnego imho całkiem ważnego klawisza na klawiaturze tak że później trudno cokolwiek z tego wyczytać].
Tak właściwie... to o nic nie apeluję, raczej uzewnętrzniam swoją frustrację.
Ale i tak: przecinek = twój pieprzony przyjaciel.
I chuj.
I nie apeluję tu o pełną poprawność języka pisanego, nie jestem ortodoksyjny pod tym względem. Po prostu w.k.u.r.w.i.a. mnie dobitnie, jak ktoś [pisze złożone zdania nie wykorzystując przy tym w ogóle pewnego imho całkiem ważnego klawisza na klawiaturze tak że później trudno cokolwiek z tego wyczytać].
Tak właściwie... to o nic nie apeluję, raczej uzewnętrzniam swoją frustrację.
Ale i tak: przecinek = twój pieprzony przyjaciel.
I chuj.
piątek, 20 czerwca 2008
.
Muszę znaleźć spokój. Wewnętrzny taki.
"Wreszcie" jestem sam! I dlatego potrzebuję bliskich ludzi.
Ale przede wszystkim, muszę być sam, żeby poukładać sobie to wszystko, podokręcać mentalne śrubki, naoliwić emocjonalne zawiasy i wybudować w mojej psychice kilka innych przydatnych urządzonek.
Po raz pierwszy od 2,5 roku dobrze czuję się z taką szansą i mam ochotę ją wykorzystać. Mam nadzieję ją wykorzystać. I później będzie już tylko lepiej. I guess.
"Wreszcie" jestem sam! I dlatego potrzebuję bliskich ludzi.
Ale przede wszystkim, muszę być sam, żeby poukładać sobie to wszystko, podokręcać mentalne śrubki, naoliwić emocjonalne zawiasy i wybudować w mojej psychice kilka innych przydatnych urządzonek.
Po raz pierwszy od 2,5 roku dobrze czuję się z taką szansą i mam ochotę ją wykorzystać. Mam nadzieję ją wykorzystać. I później będzie już tylko lepiej. I guess.
środa, 11 czerwca 2008
.
„Oto co, według Becketta, stało się z ludzką istotą – oto dokąd dotarła i co się z nią teraz dzieje:
Człowiek doszedł do wniosku, że się kształtuje sam, że jest, kim jest, przez siebie i jak sam siebie „wymyśli”. Paradoks polega na tym, że w chwili, kiedy to odkrył (być może w wyniku tego?), utracił moc kreacji, a w każdym razie przeżywa głęboki kryzys twórczy. Jedyne na co go stać, to myśleć o samym sobie jako o kronikarzu dotychczasowej historii albo o egzegecie dzieła, które był stworzył, czyli własnej przeszłości. Człowiek w chwili bieżącej to krytyk – własnych wytworów i siebie jako ich twórcy. Cechuje go wątpienie, świadomość względności, sceptycyzm. Przedmioty wiary z przeszłości pojmuje jako iluzje, a przy tym żal mu ich. Ma poczucie wyższości wobec swych antenatów, a przy tym czuje się niższy, zdegradowany, gorszy. Bo tamci, choć ulegali najoczywistszym złudzeniom (wierzyli we własne fikcje), byli jednak twórcami z prawdziwego zdarzenia i nie czuli się w świecie wyobcowani, samotni; on zaś jest ledwo krytykiem, poetą niespełnionym albo wyjałowionym, żyjącym w odosobnieniu, w pustce i ciszy kosmosu.”
- Antoni Libera (z przedmowy w „Molloy i cztery nowele” S. Becketta)
Dokładnie to, co czuję - w jakiejś indywidualnej mikroskali oczywiście.
Człowiek doszedł do wniosku, że się kształtuje sam, że jest, kim jest, przez siebie i jak sam siebie „wymyśli”. Paradoks polega na tym, że w chwili, kiedy to odkrył (być może w wyniku tego?), utracił moc kreacji, a w każdym razie przeżywa głęboki kryzys twórczy. Jedyne na co go stać, to myśleć o samym sobie jako o kronikarzu dotychczasowej historii albo o egzegecie dzieła, które był stworzył, czyli własnej przeszłości. Człowiek w chwili bieżącej to krytyk – własnych wytworów i siebie jako ich twórcy. Cechuje go wątpienie, świadomość względności, sceptycyzm. Przedmioty wiary z przeszłości pojmuje jako iluzje, a przy tym żal mu ich. Ma poczucie wyższości wobec swych antenatów, a przy tym czuje się niższy, zdegradowany, gorszy. Bo tamci, choć ulegali najoczywistszym złudzeniom (wierzyli we własne fikcje), byli jednak twórcami z prawdziwego zdarzenia i nie czuli się w świecie wyobcowani, samotni; on zaś jest ledwo krytykiem, poetą niespełnionym albo wyjałowionym, żyjącym w odosobnieniu, w pustce i ciszy kosmosu.”
- Antoni Libera (z przedmowy w „Molloy i cztery nowele” S. Becketta)
Dokładnie to, co czuję - w jakiejś indywidualnej mikroskali oczywiście.
środa, 4 czerwca 2008
Bob Dylan - If you see her, say hello
If you see her, say hello, she might be in Tangier
She left here last early spring, is livin' there, I hear
Say for me that I'm all right though things get kind of slow
She might think that I've forgotten her, don't tell her it isn't so.
We had a falling-out, like lovers often will
And to think of how she left that night, it still brings me a chill
And though our separation, it pierced me to the heart
She still lives inside of me, we've never been apart.
If you get close to her, kiss her once for me
I always have respected her for busting out and gettin' free
Oh, whatever makes her happy, I won't stand in the way
Though the bitter taste still lingers on from the night I tried to make her stay.
I see a lot of people as I make the rounds
And I hear her name here and there as I go from town to town
And I've never gotten used to it, I've just learned to turn it off
Either I'm too sensitive or else I'm gettin' soft.
Sundown, yellow moon, I replay the past
I know every scene by heart, they all went by so fast
If she's passin' back this way, I'm not that hard to find
Tell her she can look me up if she's got the time.
"classic heartbreaker"
She left here last early spring, is livin' there, I hear
Say for me that I'm all right though things get kind of slow
She might think that I've forgotten her, don't tell her it isn't so.
We had a falling-out, like lovers often will
And to think of how she left that night, it still brings me a chill
And though our separation, it pierced me to the heart
She still lives inside of me, we've never been apart.
If you get close to her, kiss her once for me
I always have respected her for busting out and gettin' free
Oh, whatever makes her happy, I won't stand in the way
Though the bitter taste still lingers on from the night I tried to make her stay.
I see a lot of people as I make the rounds
And I hear her name here and there as I go from town to town
And I've never gotten used to it, I've just learned to turn it off
Either I'm too sensitive or else I'm gettin' soft.
Sundown, yellow moon, I replay the past
I know every scene by heart, they all went by so fast
If she's passin' back this way, I'm not that hard to find
Tell her she can look me up if she's got the time.
"classic heartbreaker"
wtorek, 3 czerwca 2008
.
Przynajmiej teraz nic nie stoi na przeszkodzie, by skąpo odziana Jessica Alba pojawiła się na desktopie w moim komputerze...
Raczej nie stałoby, gdyby były z Nią jakieś ładne tapety, pasujące do panoramicznej rozdzielczości...
A tak to trochę chuj.
Pusto tu tak.
Wszędzie trochę puściej się zrobiło...
Chyba muszę wyjechać z Gdańska na trochę. Przestać myśleć, wspominać, analizować błędy.
Powtarzam sobie - nie warto.
Powtarzam - będzie lepiej.
Ale to zależy ode mnie. Więc nie wiem, czy będzie.
Nie ufam sobie.
Raczej nie stałoby, gdyby były z Nią jakieś ładne tapety, pasujące do panoramicznej rozdzielczości...
A tak to trochę chuj.
Pusto tu tak.
Wszędzie trochę puściej się zrobiło...
Chyba muszę wyjechać z Gdańska na trochę. Przestać myśleć, wspominać, analizować błędy.
Powtarzam sobie - nie warto.
Powtarzam - będzie lepiej.
Ale to zależy ode mnie. Więc nie wiem, czy będzie.
Nie ufam sobie.
poniedziałek, 2 czerwca 2008
worms
The worms eating her october
Were crawling since september
They try to sneak at night
But I know
She'll find some shelter
The worms that ate her october,
Until that final third of november
These days wound time so hard
But she'll be stronger and stronger and stronger ( It's just two words away...)
The worms eating her october
Were crawling since forever
I tore the wound open
But I know she
Already found a new kind of shelter
Time is on her side
She's stronger than anyone or
Anything she's so so so so stronger than me
I betrayed you
I told the truth
This truth was stronger
Than betrayal
Why did I do ?
Why did I wait ?
FUCK ME !
Were crawling since september
They try to sneak at night
But I know
She'll find some shelter
The worms that ate her october,
Until that final third of november
These days wound time so hard
But she'll be stronger and stronger and stronger ( It's just two words away...)
The worms eating her october
Were crawling since forever
I tore the wound open
But I know she
Already found a new kind of shelter
Time is on her side
She's stronger than anyone or
Anything she's so so so so stronger than me
I betrayed you
I told the truth
This truth was stronger
Than betrayal
Why did I do ?
Why did I wait ?
FUCK ME !
czwartek, 15 maja 2008
"People, what a bunch of bastards"
Nadszedł chyba czas na zmiany, także na tym blogu. Uświadomiłem sobie bowiem, że w zasadzie piszę o niczym. O sobie, tylko że mało w tym treści, bo nie zwykłem ujawniać wiele na ten temat. Zostają tylko niezrozumiałe zdania, z perspektywy czasu nawet czasem nie pamiętam, o co w nich chodzi.
Ale pisać trzeba.
Także chyba zaczną się nudnawe felietony z cyklu "Ludzie to niedoskonały gatunek, a poza tym bywają koszmarnie głupi". Nudnawe może i tak, ale nikt nie musi tego czytać.
Zaczynając od blogowania, gadu-gadu, i przede wszystkim portali typu "grono" czy "nasza klasa".
Siedzimy przed swoimi małymi okienkami na świat i udajemy, że żyjemy.
Ja też, oczywiście. Inaczej nie mógłbym wiernie o tym pisać. Poprzez powierzchowne kontakty z masą osób, tak naprawdę nie ma kontaktu. Ludzie są samotni, bo komputer nie jest drugim człowiekiem, to tylko słowa, słowa, słowa. Więzienie słów.
Utworzyłem konto na naszej klasie - ha! Znalazło się 70 istotek, które zaprosiły mnie do znajomych. Kilku wcale nie znam, z wieloma nie mam kontaktu od lat, z kilkoma nie chciałbym. I co? Zamieszczamy te fotki, z cyklu jak to wyrośliśmy, jak to nam się dobrze żyje, czekamy na komentarze, wstrzykujemy sobie dawki endorfiny, przeżywamy te swoje malutkie mentalne orgazmy, kiedy ktoś napisze nam "ojejku, ale się zmieniłeś, nie poznałabym cię na ulicy". Ujawniamy te swoje emocje w opisach na gadu gadu, albo piszemy w nich co robimy, jakby to kogoś obchodziło. Zamieszczamy cytaty, żeby wyjść na oczytanych. A później nawet nie odzywamy się na gg do prawie nikogo, ukrywamy się, bo przecież szanujemy swoją prywatność i wcale nie mamy na rozmowę ochoty!
To jest paskudne na wiele sposobów. Nie rozmawia się już o ważnych rzeczach, bo ważne rzeczy wymagają kontaktu - pełnego kontaktu. Mówimy o pierdołach, o rzeczach mało ważnych, często nawet nam się nie chce. Relacje są spłaszczone i zwulgaryzowane, a emocje wyrażamy za pomocą emotikonek, które później stawiamy już tylko z przyzwyczajenia.
Ja niestety też, ale zamierzam odwyknąć. Jakaś terapia, czy coś?
W każdym razie dręczy mnie to, jak wiele rzeczy. Takoż - to be continued.
Ale pisać trzeba.
Także chyba zaczną się nudnawe felietony z cyklu "Ludzie to niedoskonały gatunek, a poza tym bywają koszmarnie głupi". Nudnawe może i tak, ale nikt nie musi tego czytać.
Zaczynając od blogowania, gadu-gadu, i przede wszystkim portali typu "grono" czy "nasza klasa".
Siedzimy przed swoimi małymi okienkami na świat i udajemy, że żyjemy.
Ja też, oczywiście. Inaczej nie mógłbym wiernie o tym pisać. Poprzez powierzchowne kontakty z masą osób, tak naprawdę nie ma kontaktu. Ludzie są samotni, bo komputer nie jest drugim człowiekiem, to tylko słowa, słowa, słowa. Więzienie słów.
Utworzyłem konto na naszej klasie - ha! Znalazło się 70 istotek, które zaprosiły mnie do znajomych. Kilku wcale nie znam, z wieloma nie mam kontaktu od lat, z kilkoma nie chciałbym. I co? Zamieszczamy te fotki, z cyklu jak to wyrośliśmy, jak to nam się dobrze żyje, czekamy na komentarze, wstrzykujemy sobie dawki endorfiny, przeżywamy te swoje malutkie mentalne orgazmy, kiedy ktoś napisze nam "ojejku, ale się zmieniłeś, nie poznałabym cię na ulicy". Ujawniamy te swoje emocje w opisach na gadu gadu, albo piszemy w nich co robimy, jakby to kogoś obchodziło. Zamieszczamy cytaty, żeby wyjść na oczytanych. A później nawet nie odzywamy się na gg do prawie nikogo, ukrywamy się, bo przecież szanujemy swoją prywatność i wcale nie mamy na rozmowę ochoty!
To jest paskudne na wiele sposobów. Nie rozmawia się już o ważnych rzeczach, bo ważne rzeczy wymagają kontaktu - pełnego kontaktu. Mówimy o pierdołach, o rzeczach mało ważnych, często nawet nam się nie chce. Relacje są spłaszczone i zwulgaryzowane, a emocje wyrażamy za pomocą emotikonek, które później stawiamy już tylko z przyzwyczajenia.
Ja niestety też, ale zamierzam odwyknąć. Jakaś terapia, czy coś?
W każdym razie dręczy mnie to, jak wiele rzeczy. Takoż - to be continued.
wtorek, 13 maja 2008
fuck you
There’s a time for us all and I think yours has been
Can you please hurry up cos I find you obscene
We can’t wait for the day that you’re never around
When that face isn’t here and you rot underground
Can’t believe you were once just like anyone else
Then you grew and became like the devil himself
Pray to god I can think of a nice thing to say
But I don’t think I can so fuck you anyway
Can you please hurry up cos I find you obscene
We can’t wait for the day that you’re never around
When that face isn’t here and you rot underground
Can’t believe you were once just like anyone else
Then you grew and became like the devil himself
Pray to god I can think of a nice thing to say
But I don’t think I can so fuck you anyway
niedziela, 11 maja 2008
waste
Czasem chciałoby się napisać coś takiego... zgrabnego, śmiesznego, ironicznie oddającego obowiązującą sytuację. Takie śmiechy-chichy, tylko że na smutno.
Kurde, chyba nie umiem.
Jestem w trakcie, jeszcze niecały tydzień.
Aż i tylko.
Później jeszcze dwa tygodnie.
I może.
A jeszcze później - już cały świat czeka! - miejmy przynajmiej nadzieję.
A w ogóle to ja ponoć nie mam uśmiechów, tylko uśmieszki.
Pochlebia mi to, mojej badass naturze i wewnętrznej ciemnej stronie mocy.
Kurde, chyba nie umiem.
Jestem w trakcie, jeszcze niecały tydzień.
Aż i tylko.
Później jeszcze dwa tygodnie.
I może.
A jeszcze później - już cały świat czeka! - miejmy przynajmiej nadzieję.
A w ogóle to ja ponoć nie mam uśmiechów, tylko uśmieszki.
Pochlebia mi to, mojej badass naturze i wewnętrznej ciemnej stronie mocy.
poniedziałek, 28 kwietnia 2008
Beznadziei. Bez nadziei.
Myślałem, że już upadłem. dostatecznie mocno, dostatecznie nisko, żeby odbić się i znowu wdrapać jakoś po cichu na wysokość oznaczoną jako "dobrze to mi nie jest, ale nie jestem nieszczęśliwy".
Resztki alkoholu jeszcze wędrują w organiźmie, są już same zmęczone, skacowane. Zaraz opuszczą ten lokal, tylko spluną na odchodne. Nie myślałem, że potrafię tyle wypić. Za dużo wódki. za dużo whisky. I kieliszek wina. I szampana.
Trochę whisky chyba jeszcze zostało. I dobrze, za kilkanaście godzin oddam ostatnie rzeczy. Jechać tylko zabrudzoną skmką do brudnego orłowa, wysiąść na brudnym dworcu i oddać brudną siatkę. to wszystko i tyle bo tak! I koniec - mihu będzie się kierował w stronę przyszłości. wobec przyszłości będzie żył, usuwając przeszłość spod kreski ułamkowej. Tylko tej przyszłości nie widać, nie wiem którędy iść i jak. Niby są jakieś poręcze - staram się je łapać, kiedy lecą w moim kierunku, ale one tylko wykrzywiają się - raz to na kształt uśmiechu, raz na kształt przezteatryzowanego grymasu. Jak moje maski. Tylko tak nie swędzą. Za to uciekają, uciekają daleko, na otarcie łez czasem tylko uderzą w skroń na pożegnanie.
Nawet nie pamiętam, o której poszedłem spać. I tajemnicą jest, dlaczego moja lewa dłoń tak boli. Tajemnicą to, co mówiłem niekiedy.
Dzisiaj 28.04.08.
Tak, obchodzę kilka rocznic.
Na swój sposób. To właśnie jedna z nich.
Nie, nie piję.
Zaczyna się kolejny dzień.
Nie mam do tego żadnych powodów, żadnego w tym celu, żadnego skutku.
Ale i tak czasem powtarzam sobie - bądź mężczyzną.
Beznadziei, bez-nadziei.
Resztki alkoholu jeszcze wędrują w organiźmie, są już same zmęczone, skacowane. Zaraz opuszczą ten lokal, tylko spluną na odchodne. Nie myślałem, że potrafię tyle wypić. Za dużo wódki. za dużo whisky. I kieliszek wina. I szampana.
Trochę whisky chyba jeszcze zostało. I dobrze, za kilkanaście godzin oddam ostatnie rzeczy. Jechać tylko zabrudzoną skmką do brudnego orłowa, wysiąść na brudnym dworcu i oddać brudną siatkę. to wszystko i tyle bo tak! I koniec - mihu będzie się kierował w stronę przyszłości. wobec przyszłości będzie żył, usuwając przeszłość spod kreski ułamkowej. Tylko tej przyszłości nie widać, nie wiem którędy iść i jak. Niby są jakieś poręcze - staram się je łapać, kiedy lecą w moim kierunku, ale one tylko wykrzywiają się - raz to na kształt uśmiechu, raz na kształt przezteatryzowanego grymasu. Jak moje maski. Tylko tak nie swędzą. Za to uciekają, uciekają daleko, na otarcie łez czasem tylko uderzą w skroń na pożegnanie.
Nawet nie pamiętam, o której poszedłem spać. I tajemnicą jest, dlaczego moja lewa dłoń tak boli. Tajemnicą to, co mówiłem niekiedy.
Dzisiaj 28.04.08.
Tak, obchodzę kilka rocznic.
Na swój sposób. To właśnie jedna z nich.
Nie, nie piję.
Zaczyna się kolejny dzień.
Nie mam do tego żadnych powodów, żadnego w tym celu, żadnego skutku.
Ale i tak czasem powtarzam sobie - bądź mężczyzną.
Beznadziei, bez-nadziei.
niedziela, 27 kwietnia 2008
...
"Dziewczynka, gdy stanie się kobietą, będzie wiedziała, jak poruszać się w świecie. A w szczególności zrozumie, że gdy ją boli, to tak naprawdę nie boli. Gdy jej się chce, to tak naprawdę jej się nie chce, a gdy nie chce, to właśnie chce. Gdy płacze, to histeryzuje i jest niewdzięczna. Gdy się na coś nie zgadza, to jest wredna i cyniczna. Gdy się cieszy, to się wygłupia, albo jest pijana. Gdy chce ładnie wyglądać, to się mizdrzy, a gdy się kimś zainteresuje, to się puszcza. Gdy się wstydzi, to jest głupia, a gdy się nie wstydzi to jest bezwstydna. Gdy się przy czymś upiera, to przesadza, a gdy się nie upiera, to nie wie czego chce. Jak kocha, to jest naiwna, a jak nie kocha, to jest zimna. Gdy ma ochotę na seks, to jest suką, a gdy nie ma ochoty na seks, to też jest suką. Jeśli chce być kimś – to znaczy, że przewróciło się jej w głowie, a jak nie chce być kimś, to jest głupią kurą. Jeśli jest sama, to znaczy, że nikt jej nie chciał, a jeśli jest z kimś, to znaczy, że cwana. Wtedy też będzie wiedzieć, że gdy dostaje furii – to jej się tylko tak zdaje. W każdym razie, może być pewna, że nie ma żadnych prawdziwych powodów do gniewu i powinna udać się po poradę do psychoterapeuty."
(Wojciech Eichelberger)
(Wojciech Eichelberger)
niedziela, 20 kwietnia 2008
piątek, 18 kwietnia 2008
...
Teraz wychodzi to wszystko, uprzednio skrzętnie ukrywane, pokazujące dlaczego nie chciałem z nią być.
Wychodzi chęć posiadania i frustracja, nie miłość.
Będę pamiętał też dobre rzeczy, ale... to nie ona jest w tym momencie ważna.
Czuję się wolny, w głębszym tego słowa znaczeniu. Chcę tworzyć, chcę być. To pierwsze wiosenne promienie słońca, muszę pracować, żeby znów nie spadł deszcz. Ale tak się raczej nie stanie.
Mianowicie - znowu piszę. Piję może chwilowo zbyt dużo... Ale to się zmieni. No i padłem ofiarą konsumpcjonizmu. Poszedłem do największego w Gdańsku monumentu XXI wieku, zwanego Galerią Bałtycką.
3 pary czarnych bokserek, koszula i whisky przywróciły uśmiech na mojej twarzy. ;)
Już niedługo...
"It can't rain all the time"
Wychodzi chęć posiadania i frustracja, nie miłość.
Będę pamiętał też dobre rzeczy, ale... to nie ona jest w tym momencie ważna.
Czuję się wolny, w głębszym tego słowa znaczeniu. Chcę tworzyć, chcę być. To pierwsze wiosenne promienie słońca, muszę pracować, żeby znów nie spadł deszcz. Ale tak się raczej nie stanie.
Mianowicie - znowu piszę. Piję może chwilowo zbyt dużo... Ale to się zmieni. No i padłem ofiarą konsumpcjonizmu. Poszedłem do największego w Gdańsku monumentu XXI wieku, zwanego Galerią Bałtycką.
3 pary czarnych bokserek, koszula i whisky przywróciły uśmiech na mojej twarzy. ;)
Już niedługo...
"It can't rain all the time"
czwartek, 27 marca 2008
środa, 19 marca 2008
.
Urodziłem się niespokojny duchem. A teraz ten duch mota się, bije w ściany swojej więziennej celi, którą nieopatrznie zbudowałem. Tego parszywego marazmu, strachu przed działaniem, niemocy, martwej stabilności.
Usłyszałem kilka prostych słów - że za dużo myślę, za mało żyję. Stwierdziłem to już dawno i pewnie dlatego przestałem na ten temat... myśleć. Teraz, usłyszane z ust drugiej osoby uderzyło mnie, to cholerna prawda.
A i prawda jest taka - rodzisz się, żyjesz, umierasz. Nigdy nie chciałem żałować żadnej rzeczy, którą zrobiłem, nigdy nie chciałem "namieszać". Zawsze bałem się - o siebie i o ludzi. Zawsze bałem się ludzi, nie chciałem nikogo swoimi działaniami urazić, nie chciałem działać przeciwko komuś, nawet gdy było to potrzebne. A przede wszystkim nie chciałem zabiegać o ludzi, bałem się chyba. I w ten sposób mało kto zabiegał i o mnie.
Każde działanie zależy od innych osób - nie ma ich, nie ma działania.
Moje działania były z góry skazane na porażkę, bo źle do nich podchodziłem.
Chciałbym, żeby ktoś wytłumaczył mi, jak powinienem...
Niespokojny duch, ciągle.
Chciałbym przeżyć jeszcze kilka chwil, których nie zapomnę.
Usłyszałem kilka prostych słów - że za dużo myślę, za mało żyję. Stwierdziłem to już dawno i pewnie dlatego przestałem na ten temat... myśleć. Teraz, usłyszane z ust drugiej osoby uderzyło mnie, to cholerna prawda.
A i prawda jest taka - rodzisz się, żyjesz, umierasz. Nigdy nie chciałem żałować żadnej rzeczy, którą zrobiłem, nigdy nie chciałem "namieszać". Zawsze bałem się - o siebie i o ludzi. Zawsze bałem się ludzi, nie chciałem nikogo swoimi działaniami urazić, nie chciałem działać przeciwko komuś, nawet gdy było to potrzebne. A przede wszystkim nie chciałem zabiegać o ludzi, bałem się chyba. I w ten sposób mało kto zabiegał i o mnie.
Każde działanie zależy od innych osób - nie ma ich, nie ma działania.
Moje działania były z góry skazane na porażkę, bo źle do nich podchodziłem.
Chciałbym, żeby ktoś wytłumaczył mi, jak powinienem...
Niespokojny duch, ciągle.
Chciałbym przeżyć jeszcze kilka chwil, których nie zapomnę.
wtorek, 4 marca 2008
niedziela, 10 lutego 2008
A New Beginning!
kiedy tak patrzę w przeszłość - nie powiem, żebym był zadowolony z tego co widzę. Szedłem pewną drogą, która zaprowadziła mnie do miejsca.. które w zasadzie jest ciemne i nieprzyjazne.
Nieprzyjazne i kurewsko samotne. Tak być nie może!
Za dużo było negacji, za dużo strachu przed człowiekiem, za dużo wychodzenia poza nawias.
Za dużo smutku z przyzwyczajenia.
Trzeba się czasem wziąć za siebie. Iść do przodu, a nie uciekać jak najdalej.
Brakuje mi ludzi, nadal. I wiem, że będzie mi ich brakowało. Że sami się nie pojawią, dopóki sam o to nie zadbam, to tak działa.
I nie, żebym był na straconej pozycji - po prostu jest nienajlepsza. :)
Jestem socjofobem, jestem paranoikiem, jestem odludkiem - ale zamiast żonglować idiotycznymi określeniami i użalać się nad sobą, powinienem już dawno to zmienić.
Nigdy nie jest za późno. Przynajmiej nie powinno być.
Czasem trzeba zawrócić, iść z powrotem do najbliższego rozdroża i przemyśleć inne możliwości. To nie jest łatwe, cholera, ale mam nadzieję, że dam radę.
Potrzebuję tego, a żeby to osiągnąć, potrzebuję ludzi. pomocy. wiosny.
Odrobiny uśmiechu i prawdziwych emocji. ;]
Idę naprzód.
Nieprzyjazne i kurewsko samotne. Tak być nie może!
Za dużo było negacji, za dużo strachu przed człowiekiem, za dużo wychodzenia poza nawias.
Za dużo smutku z przyzwyczajenia.
Trzeba się czasem wziąć za siebie. Iść do przodu, a nie uciekać jak najdalej.
Brakuje mi ludzi, nadal. I wiem, że będzie mi ich brakowało. Że sami się nie pojawią, dopóki sam o to nie zadbam, to tak działa.
I nie, żebym był na straconej pozycji - po prostu jest nienajlepsza. :)
Jestem socjofobem, jestem paranoikiem, jestem odludkiem - ale zamiast żonglować idiotycznymi określeniami i użalać się nad sobą, powinienem już dawno to zmienić.
Nigdy nie jest za późno. Przynajmiej nie powinno być.
Czasem trzeba zawrócić, iść z powrotem do najbliższego rozdroża i przemyśleć inne możliwości. To nie jest łatwe, cholera, ale mam nadzieję, że dam radę.
Potrzebuję tego, a żeby to osiągnąć, potrzebuję ludzi. pomocy. wiosny.
Odrobiny uśmiechu i prawdziwych emocji. ;]
Idę naprzód.
wtorek, 22 stycznia 2008
.
ja...
lubię ludzi
to nie tak, że nienawidzę
że nie zbliżam się
nie daję po sobie poznać
że mnie nie poznają
ja lubię
obserwować z daleka
chodzić po ich śladach
wydeptanych
mój mały Estragonie
gdzie teraz pójdziesz?
ja lubię
przypatrywać się
gdy mnie nie widzą
najbardziej lubię łzy
Salomea płacze
ograbiona przez boga
z niecnoty
ja patrzę jakbyśmy
byli kochankami
kocham ludzi
i tylko w całej
mojej samotności
odezwać się słowem
nie mam odwagi
12.01.08
lubię ludzi
to nie tak, że nienawidzę
że nie zbliżam się
nie daję po sobie poznać
że mnie nie poznają
ja lubię
obserwować z daleka
chodzić po ich śladach
wydeptanych
mój mały Estragonie
gdzie teraz pójdziesz?
ja lubię
przypatrywać się
gdy mnie nie widzą
najbardziej lubię łzy
Salomea płacze
ograbiona przez boga
z niecnoty
ja patrzę jakbyśmy
byli kochankami
kocham ludzi
i tylko w całej
mojej samotności
odezwać się słowem
nie mam odwagi
12.01.08
Subskrybuj:
Posty (Atom)





