Dużo myślę. Może zbyt dużo. Patrzę na siebie, na takiego jakiego jestem, na to co robię, co we mnie jest.
Nie jestem z tego zadowolony...
Patrzę na to, kim się stałem. Co jest dla mnie ważne. I co widzę? Gówno. Rzeczy, które nie mają znaczenia.
Czasem mam wrażenie, że zmieniam się w pustą skorupę. Opuszczam ludzi, mimo, że tak cholernie ich potrzebuję. Jeszcze nie wiem, co z tym zrobić, ale nie chcę tak żyć.
Wieczorami porządkuję papiery zbierane skrzętnie od jakichś 5 lat. Pośród różnych pustych (metaforycznie raczej niż dosłownie) kartek, znajduję moje myśli wylane na papier. Pierwsze próby literackie. Pierwsze wiersze, kulawe jak stara kobyła.
Ale są. Były może raczej.
Teraz już mało co piszę. Mało myśli przelewam na papier bo w tej wewnętrznej abnegacji mało myśli już we mnie zostało. Mam nadzieję, że to zmienię.
Nic to...
Żeby już odejść od nostalgicznego nastroju, powiem, że znalazłem jeszcze coś.
Poznajcie pana Harolda. ;)





